czwartek, 7 lutego 2013

warszawa. to koniec podróży.

na końcu zawsze czuć woń odpowiedzi, która wcale nie jest odpowiedzią, ale mogłaby być gdyby chciał. gdybym chciał.
milczę. oddycham jeszcze. nie ma "dlaczego". nic nie jest dla czegoś, wszystko tylko jest. jest tylko ciemna, czarna, pulsująca substancja ukryta pod cienką skórą tego świata i tylko na zewnątrz, na wierzchu szuka odpowiedzi na pytanie "dlaczego".  
nic nie jest dla czegoś. 
na końcu zawsze coś się czai. i czymkolwiek to jest -  patrzy oczami pewności. i gdyby wpatrywać się w nią równie wnikliwie i długo to i tak nie da się jeszcze niczego zrozumieć. bo podróż ciągle trwa. dziwna, w przebraniu, w mundurze ojca bez połowy twarzy, ojca z wypalonym kroczem.

warszawa-budapeszt-warszawa.  

a potem nagle coś się przełamuje. i willemann, ten nie-wiadomo-kto, już rozumie co było pytaniem a co odpowiedzią. co było prawdą, co kłamstwem.

a ja nie stoję za jego plecami. patrzę. ale patrzy prosto w te dziwne oczy.
w otchłań, a ona we mnie.

warszawa, 1939. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz